czwartek, 1 maja 2014

Rozrywka: Lost Souls Alley

Zdjęcie pochodzi stąd
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego bohaterowie filmów grozy zawsze idą tam, gdzie jest ciemno i skąd dochodzą jakieś niepokojące odgłosy, a potem w przerażeniu uciekają, z mniejszym lub większym skutkiem? Zastanawialiście się, co Wy zrobilibyście na ich miejscu? Jeżeli tak to Lost Souls Alley, pierwsze polskie interaktywne muzeum strachu, odpowie Wam na te pytania (i to z nawiązką).

Lost Souls Alley istnieje już rok. Ulokowane zostało w samym centrum miasta (Floriańska 6, Kraków), na piętrze starej kamienicy. Uwierzcie mi, to piętro jest nawiedzone. I o dziwo, wielu ludzi płaci za to, żeby móc się o tym przekonać na własnej skórze.

Ja byłam tam dwa razy. Sama nie wiem, za którym razem bałam się bardziej. Mroczna scenografia, profesjonalni aktorzy (którzy nota bene przez ten rok doszli do niebywałej perfekcji) i jedna, jedna myśl: "Przetrwać", której wcale nie pomaga kołaczące się z tyłu głowy: "To nie jest naprawdę". To nie jest jakiś tam podrzędny, odpustowy dom strachu. To strach w czystej postaci.

Niewątpliwym atutem tego miejsca jest klimat. Wszystko dopracowane w najmniejszym szczególe. Od numeru telefonu zawierającego 666 po oddech na Twoich plecach, gdy próbujesz się przedrzeć przez te pełne grozy pokoje. I nie pomoże Ci fakt, że już tam byłeś. Wręcz przeciwnie. Twoja pamięć Cię zawiedzie w najmniej odpowiednim momencie i zapędzi w kozi róg. Gdy już nie widzisz nadziei, gdy chcesz wrócić do mamusi, w ogóle przeklinasz dzień, w którym się urodziłeś, horror nabiera tempa. Już nie ma bezpiecznego miejsca, z każdej strony atakuje Cię zło.

Minusem tego miejsca jest fakt, że przygoda trwa tak krótko (pierwszy raz - dwadzieścia minut, drugi raz - czternaście - choć byłam pewna, że dobrze ponad pół godziny). Nie miałabym nic przeciwko, gdyby było tego dwa razy więcej. Tylko, czy wytrzymałabym?

Polecam to miejsce wszystkim zblazowanym, znudzonym życiem ludziom z depresją. Po wydostaniu się stamtąd życie nabiera nowego sensu. A jest nim - przeżycie tego jeszcze raz.

PS. Pamiętajcie o rezerwacji! Chętnych na wieczne potępienie przybywa w zastraszającym tempie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz