piątek, 3 kwietnia 2015

Ach, ten współczesny marketing!

Jako osoba, która zawodowo zajmuje się także (czyt. nie tylko) sprzedażą, a prywatnie lubi obserwować otaczającą ją rzeczywistość, z zaciekawieniem przyglądam się różnym sposobom reklamowania produktów i usług. Ten tydzień podsunął mi pod nos dwa ciekawe rozwiązania marketingowe, którymi chcę się podzielić. Dzieli je praktycznie wszystko  - od  wielkości podmiotu, który akcję przeprowadził po rodzaj reklamowego produktu/usługi (no właśnie, muzyka to produkt, czy usługa?). Łączy natomiast jedno - kreatywne, niestandardowe podejście do sprawy.


Przykład pierwszy
Giganci rynkowi w natarciu.
Promocja nowej serii karmy dla kotów przeprowadzona przez Supermarket & Producenta Kociej Karmy.
Typowy wtorkowy poranek. Przed udaniem się do pracy, opróżniam skrzynkę pocztową z  ulotek nagromadzonych tam w ciągu ostatnich 24 godzin. Wszystkie trafiają do kosza bez zapoznawania się z ich treścią. Ale mogą uwagę przykuwa biała, dosyć gruba koperta, tym bardziej, że w dobie e-faktur rzadko dostaję jakąkolwiek korespondencję. Zaadresowana na moje nazwisko z logo dwóch dużych firm - Supermarket, Producent Kociej Karmy W środku ulotka informująca  o nowej serii karmy dla kotów wraz z kuponem rabatowym 2 w cenie 1. I trzy próbne saszetki tejże karmy. No to się Futrzany ucieszy (rzeczywiście zacna karma, wsunął ją szybciej niż swój ulubiony smakołyk).

Z jednej strony - super sprawa, każdy lubi dostać coś gratis. Zresztą to nie pierwszy raz, kiedy ten Producent Kociej Karmy rozdaje swoje produkty za darmo w ramach promocji (vide wyprawki dla małych kotków). Z drugiej strony przeraża mnie to, iż mając kartę lojalnościową Supermarketu, czuję, że podpisałam cyrograf upoważniający speców od marketingu do studiowania moich list zakupów. No i gdyby nie to, że są to znane marki to pewnie nie podałabym tego mojemu kotu w obawie, że ktoś mi go chce otruć. Ze zwykłej przekory też zadałam sobie pytanie: A co jeśli mój kot zdechłby kilka dni wcześniej i ta przesyłka tylko przypomniała mi o tym strasznym zdarzeniu?

Przykład drugi
Poczta pantoflowa.
Promocja muzyki za pomocą porozrzucanych po całym mieście (a wygląda na to, że w sumie i kraju) płyt CD.

Odwiedzam mamę (lat 52). Przy okazji wizyty mówi, że znalazła w tramwaju taką oto płytę. Wzięła ją, chociaż kilka dni wcześniej dopiero dowiedziała się, że płyty CD wkłada się nadrukiem do góry do napędu i pewnie ani przez myśli nie przyszło jej do głowy, żeby rzeczywiście tę płytę odsłuchać. No, ale za darmo to wezmę i dam córce :)


Wzięłam, odsłuchałam (właściwie słucham te trzy kawałki zapętlone w Winampie od ponad godziny). Wcześniej oczywiście sprawdziłam, cóż zacz na Facebooku i przeskanowałam płytę programem antywirusowym (zasada ograniczonego zaufania przydaje się nie tylko w trakcie przejażdżek rowerowych po mieście). No i jestem jak najbardziej zadowolona, bo muzyka przypadła mi do gustu i została przeze mnie zakwalifikowana, jako "idealnie nadająca się na rower". Po przerzuceniu utworów na iPoda, płytę z przyjemnością puszczę dalej :)

A ponieważ idea mi się spodobała to podzielę się też z Wami, kto tę płytę nagrał: https://www.facebook.com/Helucze

1 komentarz: