poniedziałek, 25 stycznia 2021

A może by tak wrócić do pisania?

Od małego to lubiłam. Jedną z pierwszych rzeczy, jakich nauczyłam się, gdy tata sprowadził do domu komputer i zainstalował pierwszego Windowsa to obsługa pakietu MS Office, w szczególności Microsoft Word. Do dzisiaj z tego powodu mam bardzo wyraźny charakter pisma - po prostu szybko pióro zamieniłam na klawiaturę i nie miałam czasu wyrobić w sobie złych nawyków w tym zakresie.

Nie mogę odżałować, że wraz z tamtym (pierwszym) komputerem zniknęła moja pierwsza, i ostatnia do tej pory, książka. Opowieść toczyła się na 16 stronach A4 i inspirowana była uwielbianym przeze mnie w młodości Niziurskim. Głównym bohaterem był Zenek - drugo, czy trzecioklasista - który wyjechał na wakacje z przyjaciółmi. Imion i ilości przyjaciół nie pamiętam. Pamiętam za to nazwisko czarnego charakteru - Piotra Iwońskiego - chłopaka z ósmej klasy, chodzącego z w słomkowym kapeluszu, który uprzykrzał życie naszej paczce przyjaciół przy każdej możliwej okazji. Miłością Zenka była zaś Kornelia. Pamiętam, że jedna z ich randek miała miejsce w wesołym miasteczku.

Potem pisałam mnóstwo, ale już nie fikcyjnie, a raczej krytycznie. Prowadziłam bloga poświęconego literaturze LGBT i przez jakiś czas dostawałam całą masę kiepskiej, polskiej literatury z wątkami gejowsko-lesbijskimi do recenzowania, co potem odchorowałam porzuceniem czytelnictwa na dwa lata. Pisałam też wypracowania po polsku na angielski dla przyjaciółki, która nie miała tak bujnej fantazji jak ja i potem tylko sobie tłumaczyła te moje wypociny.

Zatem nasuwa się pytanie? Kiedy przestałam i dlaczego?

Nie mam pojęcia. Zajęta życiem, przez ostatnie dziesięć lat polegającym głównie na przepisywaniu tego, co inni stworzyli (książek, wywiadów, rozpraw sądowych), po prostu wyparłam tę część siebie. Może zatem warto będzie do tego wrócić?

Jak nie spróbuję, to się nie przekonam. Zatem próbuję :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz