Poszukiwałam czegoś lekkiego do czytania i natrafiłam w bibliotece na serię zaczynającą się od powieści pt. "Ja, diablica" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Zachęcona faktem, że sagę o Szeptusze tej autorki czytało mi się bardzo dobrze, zdecydowałam się książkę wypożyczyć. Ba, wypożyczyłam od razu wszystkie cztery części przygód Wiktorii! Okazało się jednak, że niepotrzebnie dźwigałam kilogramy makulatury z domu do pracy, bo jednak poprzestanę na części pierwszej.
Pomysł jest fajny. Główna bohaterka, Wiktoria, zostaje zamordowana i trafia do piekła. Piekło, jak się okazuje, to całkiem sympatyczne miejsce, a Wiktoria nie tylko zostaje jego zwykłą mieszkanką, a zostaje diablicą i otrzymuje moc, dzięki której może wracać na ziemię i teoretycznie toczyć dawne życie, o ile tylko będzie wypełniała swoje diabelskie obowiązki - raz na jakiś czas weźmie udział w targu o duszę zmarłego śmiertelnika z aniołem. W tle pojawia się oczywiście wątek romansowy: Wiktoria kocha się w śmiertelniku Piotrku, a w Wiktorii za to kocha się jeden z diabłów.
Brzmi jak całkiem niezły przepis na książkę, a jednak miałam poczucie tandety i naiwności. I właściwie nic więcej o tej powieści nie napiszę, bo nie chcę zdradzać szczegółów, jeśli ktoś ewentualnie skusiłby się na lekturę. Ja ze swojej strony odradzam. Mimo, że jestem ciekawa, jak dalej potoczyły się losy Wiktorii, to mimo wszystko ostatnie kilkadziesiąt stron "przemęczyłam".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz