W zeszłym miesiącu z powodu wyjazdu na odosobnienie medytacyjne musiałam zakupić dres. Nie będę przecież medytować w jeansach. Wydałam na niego 80 złotych (cena i tak promocyjna, marka ze zwierzęciem w nazwie) i świetnie się sprawdził. Ciepły, wygodny. No idealny. Ale tak czy siak wydatek 80 złotych z powodu trzydniowego wyjazdu nie dawał mi spać po nocach. Co by zatem zrobić z takim wydatkiem, aby wykorzystać go jak najlepiej, a nie do łażenia "po domu" i aby przestał odbijać mi się czkawką, kiedy usiłuję zasnąć? Do pracy się nie nadaje, a więc muszę sobie wymyślić jakąś aktywność fizyczną.
- Zacznę biegać!
Pomyślałam. I na myśleniu się skończyło. Bo za dużo wysiłku, bo nie mam kondycji po dziesięciu latach palenia papierosów (już nie palę, ale od niedawna, ale to temat na osobnego posta) i pięciu niechodzenia na WF. No ogólnie bezsens.
I nagle, nie wiem sama jak, mnie olśniło.
- Nordic walking!
Obejrzałam film instruktażowy:
Z którego dowiedziałam się, jakie kije mam kupić. Zajrzałam na Allegro, ucieszyłam się, że wydam mniej niż na dres i wcisnęłam "Kup teraz". Po dwóch dniach do pracy przyszły mi piękne, zielone kije. Nota bene tej samej firmy, która zamieściła film instruktażowy - czysty przypadek, po prostu sugerując się wskazówkami, jakie umieścili w firmie natrafiłam na kije ich firmy. Krótko mówiąc - reklama dźwignią handlu.
I dzisiaj, korzystając z pięknej pogody oraz teoretycznie wolnego (ja nigdy wolnego nie mam, ale weekendy są luźniejsze) wzięłam kije i poszłam. Po próbach w pokoju stwierdziłam, że pozostanę przy ćwiczeniu pierwszego kroku, ewentualnie drugiego.
Trochę mój pogląd szybko się zweryfikował - pierwszy był niemożliwy, bo mi ciągle stopki odpadały. Więc przeszłam do drugiego. Po jakimś czasie sunęłam jak zawodowy narciarz z tą tylko różnicą, że sunęłam po asfalcie. Przeszłam 6 kilometrów, spaliłam 360 kalorii i czuję, że wszystkie mięśnie rąk i nóg wykonały dobrą robotę. Zatem jutro krok następny - spróbuję zajarzyć, o co chodzi z tym odpychaniem się (choć mimowolnie ostatnie 3 kilometry przeszłam odpychając się, bo tak było naturalniej, ale nie wiem, czy robiłam to dobrze).
Czy ktoś wie, czy w Krakowie są jakieś grupy zapaleńców nordic walking? Ewentualnie jakieś treningi dla początkujących w przystępnej cenie?
I dzisiaj, korzystając z pięknej pogody oraz teoretycznie wolnego (ja nigdy wolnego nie mam, ale weekendy są luźniejsze) wzięłam kije i poszłam. Po próbach w pokoju stwierdziłam, że pozostanę przy ćwiczeniu pierwszego kroku, ewentualnie drugiego.
Trochę mój pogląd szybko się zweryfikował - pierwszy był niemożliwy, bo mi ciągle stopki odpadały. Więc przeszłam do drugiego. Po jakimś czasie sunęłam jak zawodowy narciarz z tą tylko różnicą, że sunęłam po asfalcie. Przeszłam 6 kilometrów, spaliłam 360 kalorii i czuję, że wszystkie mięśnie rąk i nóg wykonały dobrą robotę. Zatem jutro krok następny - spróbuję zajarzyć, o co chodzi z tym odpychaniem się (choć mimowolnie ostatnie 3 kilometry przeszłam odpychając się, bo tak było naturalniej, ale nie wiem, czy robiłam to dobrze).
Czy ktoś wie, czy w Krakowie są jakieś grupy zapaleńców nordic walking? Ewentualnie jakieś treningi dla początkujących w przystępnej cenie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz